Cykl Ambitni Kucharze vol. 1 – kuchnia Jana Sojki

Jak już możecie domyślić się po tytule, tym razem nie będzie o konkretnym miejscu a o kucharzu, który zaprosił nas, byśmy rzetelnie (i szczerze – a to przede wszystkim) mogli ocenić jego kuchnię oraz posmakować jego wariacji nt. dań które serwuje. Uznałam, że to świetny pomysł, bo przecież za każdym daniem stoi jego autor, nie zawsze do końca nam znany, ale który włożył (a przynajmniej powinien) w dany produkt swoją pasję i kunszt.

Postanowiłam stworzyć zatem nowy cykl artykułów traktujących (ciągle) o konkretnych miejscach, ale również o osobach kryjących się za serwowanymi daniami – chcę przybliżyć Wam ich sylwetki, historię oraz rodzaj kuchni jaki tworzą –  załoga w danym miejscu może się przecież zmienić, a dany kucharz powędruje do innej restauracji, gdzie dalej będzie realizować swoje kulinarne pasje.

Jan Sojka

Jest to osoba, która mimo dość młodego wieku, realizuje swoją kulinarną pasję już od 14 lat. Gotował już w kilku znanych katowickich lokalach, mmo, iż nie ma wykształcenia w tym kierunku – ukończył… AWF. Janek ma bardzo ambitne cele i plany na swój rozwój (odbył kulinarne staże u znanych szefów kuchni i planuje kolejne).

Janek tymczasowo rezyduje w katowickim The Spencer Pub, gdzie zaprosił nas, chcąc pokazać swój kulinarny styl – często gościnnie pojawia się też w innych miejscach jak np. w katowickim BistrOficyna (konkrety znajdziecie na jego Instagramie @janekchef).

Przyznam, że z jego foto publikacji zapowiadało się smacznie i odrobinę nowatorsko. A jak wyglądało (i przede wszystkim smakowało) naprawdę?

Zapraszam do poniższej lektury.

Kuchnia

Na przystawkę Janek zaserwował nam stek z buraka z lodami z… koziego sera oraz popcornem z kaszy gryczanej. Przyznam, że na początku, gdy usłyszeliśmy o tym, co nas czeka, ja wzdychnęłam z rozkoszy, a partner (jako typowy mięsożerca) mocno się skrzywił („stek z buraka?! No dobra, co zrobić – spróbuję”). Wynik? Adrian (partner) proszący mnie, bym wypytała Janka jak dokonał tego cudownego entree i każący mi obiecać sobie, że na następny obiad zaserwuję mu takiego właśnie „steka” ;-).  Ale, wracając do samej recenzji – to było naprawdę udane i mocno zaskakujące połączenie, szczególnie zimny kozi ser przygotowany w panierce m.in. z panko – smakowało naprawdę jak wytrawne lody i świetnie dopełniało dość ubogiego w wykwintność, polskiego buraka.  Można? Można.

Ocena Dominiki: 5/5       Ocena Adriana: 5-/5 (jednak zmysł mięsożercy wziął górę 😉 )

Drugim daniem była zupa-krem z selera, gruszki oraz pietruszki zabielana mlekiem kokosowym. Szczerze powiem, że z zup akceptuję głównie kremy (wyjątek żur oraz zupa grzybowa;-) ) i to był jeden z najlepszych kremów jakie jadłam (przebił je jedynie krem z czerwonej kapusty, który kiedyś miałam okazję jeść w mysłowickiej Białej Grubej). Ponownie, jak w przypadku przystawki, będę podejmowała się desperackich prób odtworzenia tego smaku, ale myślę, że niestety z kiepskim rezultatem.

Ocena Dominiki: 5/5        Ocena Adriana: 4+/5

Jako danie główne zaserwowano nam dwie potrawy: ja otrzymałam łososia w sosie kaparowym z fondue ziemniaczanym a Adrian polędwiczki wieprzowe również ze wspomnianym fondue z dodatkiem cynamonu, a to wszystko polane sosem demi-glace z Jacka Danielsa.

Powiem szczerze, że za łososiem (oraz za jakimikolwiek innymi rybami) nie przepadam i jem bardzo rzadko. Mój łosoś jednak wyjątkowo mi smakował – mięciutki, dobrze przygotowany, nie za tłusty (z (tym niestety często kojarzy mi się ta ryba). Swoją „robotę” zrobił oczywiście też biały sos kaparowy, który świetnie współgrał z tym typem mięsa jak i oczywiście wyszukane dodatki, w których, jak się już przekonałam po skosztowaniu kilku dań, Janek gustuje.

Ocena Dominiki: 4/5

Polędwiczki były zdecydowanie faworytem wieczoru dla Adriana – mięso miękkie, kruche, sos świetnie wkomponowany w całość a dodatki w postaci opiekanych ziemniaków podanych w niestandardowym towarzystwie cynamonu idealnie współgrały czyniąc to, w zasadzie dość standardowe restauracyjne danie, czymś innym, rzadko spotykanym.

Ocena Adriana: 5/5

Podsumowanie

Jak widzicie noty nieprzypadkowo bardzo wysokie, co świadczy o kulinarnym kunszcie Janka. Bardzo podoba mi się jego podejście do dodatków – często traktowanych dość po macoszemu, a, de facto, niejednokrotnie nadających urok i ‘to coś’ danej potrawie.

Jeśli miałabym porównać kuchnię Janka do innej mi znanej, to powiedziałabym, że jest to nurt, który wyznaczył i którym podąża inny szef kuchni, prężnie działający na śląskim rynku – Marcin Czubak. I wcale w moich spostrzeżeniach się nie pomyliłam – Janek szkolił się pod okiem Mistrza i, osobiście, uważa go za swojego idola J. Mimo wszystko, w kuchni Jana czuć swój własny, unikatowy styl, który jest nie do podrobienia.

To było naprawdę fantastyczne doświadczenie kulinarne.

Ekipa Gdzie Zjeść Na Śląsku będzie śledziła poczynania Jana Sojki i trzymała za niego kciuki. Oby więcej takich kulinarnych perełek wśród polskich kucharzy!

Na liczniku wybiła mi już “trójka” z przodu, ale energii i zapału mam jak niejedna ‘osiemnastka’ ;). Jestem miłośniczką sportów siłowych, dobrej kuchni (od paru miesięcy gotuję i jem wegetariańsko) oraz języka włoskiego. Kocham czytać (kryminały), robić zdjęcia (oczywiście jedzenia) oraz pisać (Gdziezjescnaslasku oraz dla bloga magazynu online V-mag - zapraszam!)
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *