Plado – Gliwice

Podczas tegorocznej edycji Fine Dining Week-u (w której, na Śląsku, wzięło udział 7 restauracji) odwiedziliśmy gliwickie Plado. Słowo „Plado” (jak informuje nas strona lokalu) w języku esperanto oznacza „talerz” lub „danie”. Jakie zatem menu zaserwowano nam podczas tego wydarzenia, jak smakowało oraz jaka panuje tam atmosfera?

Zapraszam do artykułu.

Lokal już z zewnątrz sprawia wrażenie miejsca ekskluzywnego i nietuzinkowego – ciekawe kolory, tapety, dodatki oraz, co nas urzekło chyba najbardziej, ogrom świeżych i obłędnie pachnących lilii (co jednak dla niektórych może być też minusem).

Fine Dining Week rządzi się swoimi prawami – zawsze testujemy dwa 5-cio daniowe menu degustacyjne (mięsne i wege) a potrawy festiwalowe niekoniecznie muszą się pojawić w stałej karcie lokalu. Na pewno jednak daje nam to ogląd na typ serwowanej kuchni, jakość produktów oraz ich smak – miejcie to zatem na uwadze podczas czytania tego artykułu (stałe menu Plado znajdziecie tutaj: PLADO MENU

Podczas tegorocznego festiwalu, Plado postanowiło zaserwować swoim Gościom menu łączące smaki dzieciństwa z lekko azjatyckim, nowoczesnym twistem. Część potraw przywodziła na myśl typowe dania serwowane przez nasze babcie podczas gdy inne zaś pretendowały do miana dań podawanych przez babcie (mocno) już nowoczesne 😉 . Jak zatem wyszło?

Od początku…

Amuse bouche

Na sam początek kelnerzy zaserwowali nam czekadełko – wdzięcznie nazwana kompozycja Ogródek babci była połączeniem jadalnej ziemi (na bazie suszonych oliwek) oraz sezonowych warzyw z ogródka Szefa Kuchni 🙂 . Do tego podano nam również ręcznie wypiekany, chrupiący chlebek wraz z obłędnie puszystym masłem z dodatkiem soli. Wyglądało rozczulająco i tak też smakowało – prosto i bezpretensjonalnie.

Ocena 4+/5

Danie 1 (menu A i B)

Tost przełożony mostkiem wołowym, goudą truflową oraz ketchupem z żółtych pomidorów był idealnym wstępem do dalszej części kolacji – mało „instagramowe” danie, fakt, ale uwierzcie mi, smakowało wyjątkowo dobrze.

Ocena 5/5

Drugą propozycją był wegański tatar serwowany z ultra-cienką grzanką i majonezem z kiszonymi papryczkami jalapeno. Podobnie jak poprzednik, danie to zdecydowanie podkręcało kubki smakowe i prosiło się o więcej i więcej takich dobroci :-). Osobiście jestem wielbicielką wszelkich wegańskich „wynalazków” a ten tatar był po prostu pyszny – dobrze doprawiony, lekko pikantny – idealny.

Ocena 5/5

Danie 2 (menu A i B)

Następnym daniem okazał się rosół na wiejskiej kurze z makaronem lubczykowym oraz miso. Według nas była to, niestety, jedna z najsłabszych propozycji podczas tej kolacji – brakowało tutaj głębi smaku typowego dla domowego rosołu i tej odrobiny pływającego „tłuszczyku” nadającego smak i aromat tej najsłynniejszej polskiej zupie. Sam rosół nie był oczywiście zły, ale, jednak, nasze „prywatne” babcie wygrywają w tym starciu :-).

Ocena 3/5

W menu B również znalazła się zupa, którą było… leczo z tofu oraz miętą – zaskoczenie, ponieważ spodziewaliśmy się tradycyjnego, gęstego gulaszu. Niestety, pozostaniemy jednak przy tradycyjnej formie podania tej potrawy – ta zupa nas nie przekonała – być może zbyt duża (jak dla nas) ilość sosu sojowego zabiła smak tej potrawy – zupa była zbyt słona i płaska w smaku mimo sporego dodatku warzyw.

Ocena 3-/5

Danie 3 (menu A i B)

Lucjan czerwony, kurki, fasolka edamame oraz czarny ryż to danie, które, po dość nieudanych poprzednikach pokazało, że Plado naprawdę potrafi dobrze obchodzić się z produktem. Idealnie przyrządzona, delikatna ryba oraz ciekawie dobrane dodatki z kuchni azjatyckiej nadały całej potrawie sznytu i pazura. Nigdy nie spotkaliśmy się z takim pomysłem na rybę. Brawo!

Ocena 5/5

Gdy usłyszeliśmy, że następnym daniem będą prażuchy podane z cebulką oraz śmietaną pomyśleliśmy: „Ziemniaki? Eh, trudno, byle do następnego”. I co?  I rozkochaliśmy się w nich :-). Danie idealne w swojej prostocie – chrupiące, sycące a z dodatkiem śmietany stanowiło świetne kombo. Nigdy nie sądzilibyśmy, że będziemy tak się rozczulać nad polskimi ziemniakami ;-).

Ocena 5/5

Danie 4 (menu A i B)

Przedostatnie danie z menu degustacyjnego to prawdziwy konkret – żebro wieprzowe, kapusta, ziemniaki, piwo koźlak oraz oliwki ze…śliwek to coś na co każdy mężczyzna chyba najbardziej czekał podczas tej kolacji (w tym Adrian). Panowie, na pewno rozczarowania nie było, prawda ;-)? Przed nami pojawił się dość spory kawał żebra w towarzystwie wymienionych dodatków. Mięso okazało się mięciutkie, bez zbędnego tłuszczu a skórka odchodziła praktycznie sama – takie żebra można by jeść praktycznie codziennie. Jako ciekawostkę dodamy, że oliwki ze śliwek smakowały naprawdę jak oliwki – magia. Po raz kolejny dowód na to, iż kuchnia nie zna granic :-).

Ocena 5/5

Drugim daniem z tej rundy była wariacja na temat lasagne, czyli makaron grzybowy przekładany wegańskim mięsem (od producenta Beyond Meat) wraz z domowym kimchi. Fantastyczne, aromatyczne danie, którym zachwyciłaby się nawet osoba nie wyobrażająca sobie obiadu bez mięsa (wiemy co mówimy – patrz Adrian ;-)). Nie spodziewaliśmy się oczywiście, że wegańskie mięso będzie w skali 1:1 oddawać smak prawdziwego mięsa (tak nie było), ale i tak było pysznie. Najlepsza bezmięsna lasagne jaką dotąd jedliśmy tu z koreańskim, lekko pikantnym twistem.

Ocena 5/5

Danie 5 (menu A i B)

Nadszedł czas deserów, na które również z niecierpliwością czekaliśmy. Pierwszą słodkością była enigmatycznie brzmiąca w karcie menu pozycja o prostej nazwie „Czekolada” 😉 . Okazała się ona kruchym ciastkiem składającym się z różnych rodzajów i form czekolady w towarzystwie żelu z bergamotki. Miłośnicy czekolady byliby wniebowzięci. Ciastko zniknęło w tempie ekspresowym :-).

Ocena 4+/5

Ostatnią pozycją z karty degustacyjnej był, równie ciekawy jak poprzednik, deser, w skład którego wchodził twaróg, ziemniak, karmel oraz maliny. Ta propozycja była typowym ukłonem w stronę czasów dzieciństwa – kolejne bezpretensjonalne, proste a jednocześnie obłędnie smakujące danie. Dodatek karmelu mocno podbił tutaj smak twarogowo-ziemniaczanych „kluseczek”. Przepysznie!

Ocena 5/5

Dodatkowo między posiłkami zaserwowana została nam smaczna i orzeźwiająca granita mająca na celu odświeżenie naszych kubków smakowych między posiłkami.

Plado – podsumowanie

Plado to restauracja, w której możecie poczuć się wyjątkowo – obsługa, wystrój i atmosfera sprzyjają długim rozmowom jak i rozkoszowaniu się jedzeniem.

Lokal plasuje się w średniej półce cenowej (dania główne od 27 do około 70 zł, codzienne lunche za 29 zł), ale jakość produktów jest tutaj na wysokim poziomie i każdy znajdzie coś dla siebie (steki, sałatki, makarony, ryby etc.). Jak wspominaliśmy, nie próbowaliśmy stałej karty (jeszcze ;-)), ale, patrząc na to, co Plado zaserwowało nam podczas fine dining week-u wiemy już, że będzie pysznie.

Dziękujemy za przemiłą obsługę a Gliwicom zazdrościmy tak fantastycznego miejsca :-).

Na liczniku wybiła mi już “trójka” z przodu, ale energii i zapału mam jak niejedna ‘osiemnastka’ ;). Jestem miłośniczką sportów siłowych, dobrej kuchni (od paru miesięcy gotuję i jem wegetariańsko) oraz języka włoskiego. Kocham czytać (kryminały), robić zdjęcia (oczywiście jedzenia) oraz pisać (Gdziezjescnaslasku oraz dla bloga magazynu online V-mag - zapraszam!)
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *