Restauracja ISTO – Katowice

Jeśli pamiętacie moje podsumowanie najlepszych restauracji 2018 roku, na końcu zestawienia pojawiła się też tzw. ‘wish lista’- czyli zestawienie miejsc, które w 2019 roku koniecznie chciałabym odwiedzić. Katowicka restauracja ISTO była na jej szczycie. Udało mi się zrealizować to małe marzenie podczas tegorocznej, wiosennej edycji Restaurant Week-u, gdzie mogłam spróbować 2 rodzajów specjalnie przygotowanego na tą okazję menu. Część z tych potraw występuje również w standardowej karcie menu, tak, że jeśli coś Was zaciekawi, to nic straconego. Zapraszam do lektury.

Restauracja ISTO mieści się w samym centrum Katowic, zaraz obok Spodka i Międzynarodowego Centrum Kongresowego. Lokal jest praktycznie całkowicie przeszklony, dzięki czemu możemy w spokoju podziwiać tętniące życiem miasto. Co do samego miejsca, ISTO opisuje siebie w następujący sposób: ‘Restauracja ISTO to koncept kulinarny, w którym powracamy do idei kuchni polskiej w nowoczesnym, współczesnym wydaniu z elementami kuchni europejskiej. (…). Szef Kuchni Patryk Dusza odkrywa na nowo tradycyjne polskie przepisy, akcentując w nich to, co naprawdę wartościowe i odkrywcze. (…) Restauracja ISTO to miejsce, w którym krótkie menu oznacza najwyższą jakość i doskonałość sztuki kulinarnej. To gwarancja, że każde danie zostało dopracowane do perfekcji.‘

Standardowe menu restauracyjne (własność: FB Restauracja ISTO)

Trzeba przyznać, że powyższy opis naprawdę odzwierciedla to, czego możecie się w tym miejscu spodziewać. Ale zacznijmy od początku.

Już od samego progu jesteśmy witani przez niezwykle sympatyczną i profesjonalną obsługę kelnerską. Stoły, zastawione mieniącą się w słońcu złotą zastawą (robioną za zamówienie), wyglądają designersko i luksusowo.

Czekając na dania, jako amuse-bouche podany zostaje nam woreczek z kromkami domowego chleba wypieczonego na 21-letnim (!) zakwasie wraz ze swojskim masłem. Chlebek jest dobry, aczkolwiek jedliśmy już lepszy (mniej sprawiający wrażenie miejscami spalonego), do masła również dodalibyśmy czegoś innego, tak, by nie smakowało zbyt standardowo. Ale dość już tych drobnych narzekań, bo przed nami pojawiają się gwiazdy festiwalowej uczy!

Ocena 3+/5

Chleb + masło

Pierwszą z przystawek jest Vichyssoise, czyli tradycyjna zupa francuska, królująca w regionie Vichy, tutaj podana z ogórkiem kiszonym oraz serem korycińskim (zapieczonym z mini bułeczką). Podanie naprawdę niespotykane: na talerzu przynoszona jest piana z ogórków, a następnie kelner wokół niej leje wspomniany wywar (tu na ciepło). Sam smak przypomina naszą polską ogórkową, z tym, że jest dużo delikatniejszy i bardziej kwaskowaty. Naprawdę ciekawe doświadczenie kulinarne. Warto się skusić.

Ocena 4/5

Vichyssoise

Drugą przystawka jest równie słynne foie gras (pasztet ze stłuszczonych wątróbek kaczych i gęsich) serwowany w ravioli oraz sosie na bazie Bourguignon. Danie również delikatne, estetycznie podane. Nie do końca odpowiadało moim kubkom smakowym, ale Adrian pałaszował ze smakiem (podobno ten pasztet ma tyle samo zwolenników co przeciwników). Jeśli przepadacie za wątróbką – bierzcie w ciemno.

Ocena 4/5

Foie gras

Jednym z dwóch dań głównych była perliczka serwowana z kaszą jęczmienną boczniakiem oraz truflą. Mięso okazało się idealnie upieczone, chrupiące i delikatne. Można by je porównać do piersi z kurczaka, z tym, że perliczka jest bardziej delikatna i soczysta. Dodatki świetnie współgrały z potrawą.

Ocena 5-5

Perliczka

Drugim daniem głównym były kopytka z oscypkiem polane wędzonym espagnole (czyli tradycyjnym, pomidorowym sosie hiszpańskim). Samo danie bardzo dobre, ale nie zaskakujące – kopytka smakowały jak domowe babcine kopytka, kunsztu potrawie nadawał jednak dodatek wędzonego sera, który przywodził na myśl zakopiańskie karczmy. Wrażenie robiło również samo podanie – z talerza wydobywała się chmurka dymu, która magicznie ‘wylewała’ się z brzegów naczynia. Azotowa magia dająca niezwykły efekt ‘wow’😊.

Ocena 4-/5

Kopytka

Deser w obu rodzajach menu był identyczny: były to pate a choux serwowane z kremem malinowym z dodatkiem alkoholu Bailey’s. Pate a choux to, również tradycyjne francuskie ptysie nadziewane bardzo dobrej jakości domowym kremem które smakowały idealnie. Można śmiało powiedzieć, że ta potrawa wygrała całą kolację w ISTO. Z chęcią dostalibyśmy się chyłkiem do restauracyjnej kuchni, związali kucharzy i wyjedli całą resztę deserów przygotowanych na tą kolację 😉.

Ocena 5/5

Pate a choux

Restauracja ISTO – czy warto?

Warto, oj warto, choć trzeba się nastawić na większy wydatek. Restauracja chwali się polską kuchnią w stylu fusion, aczkolwiek nam zaserwowano dania raczej z pogranicza Francji. Być może powinien  być to kierunek, w który ISTO powinna pójść, gdyż, po pierwsze, w Katowicach nie ma dobrej, francuskiej restauracji (chyba, że się mylę), a po drugie, szef kuchni świetnie sobie radzi z interpretacją tych właśnie potraw. Dodatkowym plusem lokalu jest idealnie zgrana oraz profesjonalna obsługa kelnerska, znająca się na swoim fachu i świetnie prezentująca klientom restauracji perełki szefa kuchni (przy okazji pozdrowienia dla fantastycznego kelnera Sławka 😊). My polecamy i dziękujemy!

 

 

 

Na liczniku wybiła mi już “trójka” z przodu, ale energii i zapału mam jak niejedna ‘osiemnastka’ ;). Jestem miłośniczką sportów siłowych, dobrej kuchni (od paru miesięcy gotuję i jem wegetariańsko) oraz języka włoskiego. Kocham czytać (kryminały), robić zdjęcia (oczywiście jedzenia) oraz pisać (Gdziezjescnaslasku oraz dla bloga magazynu online V-mag - zapraszam!)
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *