Restauracja Styl 70 – Piasek k. Pszczyny

Tym razem, w naszych podróżach kulinarnych, postanowiłam wybrać się odrobinę dalej, bo aż pod Pszczynę (tak, tak wiem, ogromnie daleko 😉), gdzie mieści się Hotel Styl 70 a w nim restauracja o tej samej nazwie. Miejsce jest bardzo łatwe w odnalezieniu –  mieści się przy głównej trasie S1 wiodącej z Katowic do Bielska-Białej a poprzez swój ogromny i oryginalny szyld praktycznie nie da się go przeoczyć.

Hotel jak i restauracja hotelowa na zawsze zostaną w mojej pamięci, gdyż kilka lat temu miałam ogromną przyjemność organizować tutaj jedno z najpiękniejszych wydarzeń czyli moje wesele, które okazało się najlepszą ‘imprezą’ w moim życiu 😊. Obiecuję oczywiście, że, mimo sentymentu jakim darzę to miejsce, opinia na temat ponownej wizyty w restauracji Styl 70 jak i tego, co spróbowaliśmy będzie, jak zawsze zresztą, szczera i autentyczna.

Zapraszam zatem do recenzji.

Restauracja Styl 70 – menu i ceny

Jak już wspomniałam wcześniej, restauracja mieści się przy dość ruchliwej trasie, ale nie obawiajcie się hałasu – jest on praktycznie niesłyszalny. Jak nazwa miejsca wskazuje, cały wystrój hotelu i, co za tym idzie, restauracji również, utrzymany jest w stylu lat 70-tych.  W witrynach, jako ciekawostki, znajdują się autentyczne przedmioty niezwykle popularne w tych czasach (radio, naczynia etc.)

Menu restauracyjne jest krótkie i dostosowane do sezonu – możliwe zatem, że jeśli odwiedzicie to miejsce dopiero za jakiś czas, potraw opisanych przeze mnie już nie będzie, ale warto podkreślić, że restauracja od zawsze specjalizowała się w różnego typu mięsach, dziczyźnie oraz rybach (przeważnie od lokalnych dostawców), jest więc duża szansa, że karta będzie zawierała podobne pozycje jeśli chodzi o przystawki i dania główne.

Menu własność FB Restauracja Styl 70

Na sam początek zdecydowaliśmy się na przystawkę, którą była wątróbka z królika w towarzystwie boczku, śliwek i żurawiny (23 zł).  Jeśli, tak jak ja, lubicie wątróbkę, ta pozycja na pewno przypadnie Wam do gustu – mięso idealnie kruche, soczyste. Dobrze dobrane dodatki świetnie balansowały to danie, czyniąc je naprawdę wykwintnym.

Nasza ocena: 5/5

Wątróbka z królika

Drugą przystawką była sałatka na bazie sałaty lodowej, buraka, smażonego sera koziego i pestek dyni (27 zł).  Do sałatki podano nam również cieplutkie bułki kajzerki. Bardzo poprawne danie, ser kozi naprawdę dobrej jakości, podobnie jak reszta składników, jednak zabrakło tutaj czegoś wyjątkowego, co wyróżniałoby to danie i zapadało na dłużej w pamięci – być może pomógłby inny, bardziej wyrazisty i niestandardowy sos (malinowy?), który sprawiałby, że przystawka ta nabrałaby innego, bardziej wykwintnego charakteru. Mimo wszystko pozycja jest godna rozważenia (szczególnie dla osób lubiących sałatki oraz dbających o linię 😊 ).

Nasza ocena:  3+/5

Sałatka z kozim serem

Zupami, które zamówiliśmy były: bulion z suszonych grzybów wraz z kluseczkami pietruszkowymi (14 zł) oraz kem z selera z gruszką, prażonymi orzechami i kleksem ze śmietany (14 zł). Obie zupy przepyszne, o wyrazistych smakach zbalansowanych poprzez świetnie dobrane dodatki. To pewne – w Stylu 70 na pewno dostaniecie obłędnie dobre zupy 😊.

Nasza ocena zup: 5/5

Bulion grzybowy

Krem z selera

Nie urywam, że danie główne to coś, na co najbardziej zawsze czekamy. Tym razem wybór Adriana, dzięki pomocy pani kelnerki padł na pierś perliczki z puree ziemniaczanym z chrzanem i pieczonymi warzywami (39 zł). Niestety, ku lekkiemu rozczarowaniu, danie okazało się lekko suchawe. O ile pierś jest takim mięsem, które do najtłustszych nie należy, tak warzywa były chyba zbyt długo zapieczone, przez co stały się lekko łykowate i ciężkie do pokrojenia, a do puree dodano zbyt małą ilość śmietany lub masła. Traktujemy to jednak jako wypadek przy pracy – kelnerka zapewniała nas, że danie to jest jednym z najczęściej wybieranych z karty, mieliśmy chyba pecha, że przy naszym coś poszło nie tak.

Nasza ocena: 3/5

Perliczka

Ja postawiłam nietypowo na danie bezmięsne czyli na tartę z pieczarkami, kaszą gryczaną, bryndzą i porem (26 zł). Porcja okazała się ogromna  – po takiej ilości jedzenia, jaką już spróbowaliśmy nie dałam rady dokończyć 😊.  A jak smakowało? Musicie lubić smak palonej kaszy gryczanej – to pewne. Jeśli, tak jak ja, przepadacie za tego typu składnikami – z daniem bardzo się polubicie. Moja mała uwaga odnośnie sosu, którego jest zdecydowanie za mało w przypadku tego dania jako, że tarta sama w sobie jest dość sucha (jak to tarta).  Więcej uwag brak, takie to było dobre 😊. Z chęcią sięgnęłabym ponownie po tę pozycję z menu.

Nasza ocena: 4/5

Tarta z bryndzą

Nadszedł czas na wielki finał, czyli desery. Mieliśmy problem w wyborem, bo każda pozycja z menu oferowała coś ciekawego. Ostatecznie jednak wybór Adriana padł na sernik z migdałami i sosem jeżynowym (15 zł) a mój na lody z topinamburu wraz z karmelizowanym słonecznikiem i mlekiem (15 zł). Ale to było dobre! Pierwszy raz jedliśmy sernik który smakował jak… ser twarogowy. Ciężko opisać to słowami, ale uwierzcie mi, takiego sernika na pewno nie jedliście – mocno kremowy, mocno serowy – coś całkiem innego. W towarzystwie jeżyn nabierał nietypowego charakteru – również jego forma podania była całkiem inna i przypominała popularne monodesery.

Nasza ocena: 5/5

Sernik

Lody z topinamburu również zaskakiwały zarówno formą i sposobem podania. Podane były wraz z płatkami ‘usmażonego ‘ mleka (?) i smakowały wybornie – delikatnie i  lekko waniliowo. Porcja mała, ale uwierzcie mi, że po takiej ilości jedzenia byłam wdzięczna za taką ilość 😊.

Nasza ocena 5-/5

Lody z topinamburu

Restauracja Styl 70 – czy warto?

W restauracji na pewno poczujecie się zaopiekowani – miła i pomocna obsługa powita Was już od progu. Przytulny i swojski wystrój tylko pogłębi to uczucie. Jak widzicie, karta nie jest obszerna, ale zawiera wszystko to, na co możemy mieć ochotę – i  coś bezmięsnego i coś z rybą lub z dziczyzną. Oczywiście ceny nie należą do najniższych, ale po pierwsze, warto pamiętać, że jest to restauracja hotelowa, a po drugie, za dobrą jakość produktu warto czasem zapłacić odrobinę więcej. My byliśmy na obiedzie w niedzielę po południu i w restauracji było dość dużo osób (głównie rodziny), co świadczy o tym, że miejsce to cieszy się powodzeniem od dobrych kilku lat.

Ja osobiście nie wyobrażam sobie, że, gdy będziecie w pobliżu, nie wstąpicie chociażby na coś słodkiego – spróbujcie a będziecie, podobnie jak my, bardzo pozytywnie zaskoczeni 😊.

Na liczniku wybiła mi już “trójka” z przodu, ale energii i zapału mam jak niejedna ‘osiemnastka’ ;). Jestem miłośniczką sportów siłowych, dobrej kuchni (od paru miesięcy gotuję i jem wegetariańsko) oraz języka włoskiego. Kocham czytać (kryminały), robić zdjęcia (oczywiście jedzenia) oraz pisać (Gdziezjescnaslasku oraz dla bloga magazynu online V-mag - zapraszam!)
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *