Ristorante Osteria Le Botti – Tychy

Czy Wy też, podobnie jak ja, kochacie włoską kuchnię? Z tego co mi wiadomo, należy ona, zaraz oczywiście po polskiej, do ulubionych u Polaków i słusznie – gdy przygotowana prawdziwie, z dobrych jakościowo produktów i przez kucharzy znających się na rzeczy, zaskakuje ferią smaków i aromatów.

O tyskiej Osterii słyszałam już wielokrotnie, raz nawet wstąpiłam, ale niestety pilny telefon sprawił, że musiałam wyjść bez kosztowania czegokolwiek. W połowie lutego nadarzyła się ponowna okazja, by, tym razem już na spokojnie, wraz z drugą połówką, wpaść i sprawdzić, jak smakują Włochy w wydaniu tyskiej Osteria Le Botti. No jak zatem? Subiektywna opinia poniżej.

Ristorante Osteria Le Botti – menu i ceny

Na początku krótka historia miejsca: lokal istnieje na tyskim rynku gastronomicznym już parę ładnych lat i przez ten czas przechodził kilka rewolucji: zmieniała się karta jak i wystrój.

Osterię prowadzi polsko-włoskie małżeństwo, które, poprzez swoją kuchnię oraz atmosferę, chce przekazać prawdziwą włoską gościnność oraz przybliżyć Polakom włoską kulturę. Jak mówi Pani Kinga, właścicielka, z którą mieliśmy przyjemność osobiście porozmawiać podczas naszego pobytu: „Nasze dania to klasyczna kuchnia włoska, bez zbędnych dekoracji. Chcemy byście Państwo, tak jak inni nasi klienci, poczuli się jako goście z wizytą we włoskim domu”.

I faktycznie taka ta kuchnia tutaj jest – prosta i nieskomplikowana. Nie znajdziecie tutaj miliona ozdobników, która cechuje kuchnię nowoczesną (kwiatuszek tutaj, pyłek mchu tam, źdźbło z szypułki truskawki jeszcze gdzie indziej). To, co znajdziecie to solidne, nałożone hojną ręką porcje (za każdym razem upewnialiśmy się, czy jest to faktycznie standardowa gramatura;-) ), podane w typowo domowy sposób (menu restauracji tutaj: https://www.osterialebotti.pl/menu/ ).

Podczas naszej wizyty mieliśmy szczęście, bo na kuchni „rządził” słynny Giancarlo Russo – restaurator oraz autorytet kulinarny prowadzący wiele warsztatów tematycznych. Wpadł, i wpadać będzie, by szkolić tyską załogę pod kątem kuchni włoskiej właśnie.

Jako antipasti zamówiliśmy, na prośbę Pani Kingi, bułeczki z sosem pomidorowym i mozzarella serwowane z domowym masłem czosnkowym (Focaccine con formaggio) (14 zł). Ilość wypieku nas poraziła – starczyłoby spokojnie dla 4-5 osób, na szczęście można brać na wynos ;-). Pyszne małe bułeczki, bardzo przypominające w smaku pizzę, w połączeniu z świeżym masłem czosnkowym były świetnym rozpoczęciem kolacji – bo kto nie lubi świeżego, ciepłego pieczywa z masełkiem, no kto? ;-).

Adrian zamówił coś typowo mięsnego, czyli carpaccio wołowe podane z płatkami sera Grana Padano, oliwkami i kaparami (Carpaccio Le Botti) (25zł). Mięso zamarynowane zostało w sposób bardzo delikatny i aromatyczny zarazem, jesteśmy fanami tej potrawy, ale nigdy nie jedliśmy jeszcze tak subtelnej wersji – koniecznie spróbujcie jeśli lubicie , możecie być zaskoczeni.

Następnym daniem było danie serwowane typowo pod walentynki czyli ravioli serwowane w kształcie serca, faszerowane serem ricotta i polane sosem szafranowym (podobne, jednak ze szpinakiem w karcie kosztują 26 zł). O matko, jakie to było dobre – pierożki z puszystym, słodkawe wnętrze polane pikantno-słodkawym sosem to coś, co jeszcze na długo pozostanie w naszej pamięci. Wnioskuję o wprowadzenie tego dania na stałe do karty.

Adrian, ponownie jako mięsożerca zamówił danie, które, podczas naszej wizyty było specjalnością dnia czyli stek z tuńczyka (niestety, obecnie brak w karcie). Oboje nie przepadamy za rybami, ale, o dziwo, to danie naprawdę nam smakowało – oboje możemy nawet nieśmiało stwierdzić, że zamówilibyśmy to go ponownie, gdyby pojawiło się w karcie na stałe. Jedna mała uwaga – pamiętajcie by do dań głównych zamawiać osobno dodatki (sałatki/ziemniaczki etc.) – we domawia się je osobno, tak jest też i tu. My o tym zapomnieliśmy i brakowało nam trochę dodatku czegoś ‘zielonego’.

Nie ukrywam, że byliśmy już mocno przepełnieni, ale chcieliśmy spróbować jeszcze czegoś, co klienci najczęściej zamawiają jeśli chodzi o dania główne. Polecono nam sznycelki cielęce pod dojrzewającą szynką włoską i szałwią, duszone w białym winie z dodatkiem dnia (saltimbocca alla romana) (39 zł). Danie ogromne – 3 duże porcje polędwiczek sucie potraktowane szynką i grillowanym bakłażanem smakowały wybornie. Mięso było niezwykle kruche i, poprzez dodatek esencjonalnego i delikatnego wywaru na bazie wina, smakowało niezwykle wykwintnie. Żałuję, że nie pochyliliśmy się nad nim bardziej, ale nasze możliwości powoli były na wyczerpaniu ;-).

Na deser, mimo nieśmiałych protestów z naszej strony, ugoszczono nas tiramisu, tym razem, w Osteria, serwowanego w kieliszku w wersji pół-płynnej (18zł) oraz sycylijskim cannolo z pistacjami (dostępnego na zamówienie). Czy muszę opisywać jak smakowało? Na samo wspomnienie ślinka mi cieknie. Do gustu szczególnie przypadła nam obojgu rurka wypełniona puszystą ricottą. Niebo w gębie.

Osteria Le Botti – podsumowanie

Tak, jak wspomniałam na początku, kuchnia serwowana w tyskim lokalu jest bezpretensjonalna, domowa i typowo włoska. Osteria cieszy się dużym powodzeniem, co widać- środek tygodnia a restauracja była zapełniona gośćmi. Z obserwacji innych klientów, najczęstszym zamawianym daniem jest tu pizza, którą można zamówić także przez telefon lub na wynos. Niestety, jak poinformowała mnie właścicielka, lokal na razie nie dysponuje piecem opalanym drewnem, ale wyraźnie widać, że to danie, mimo wszystko, cieszy się tutaj ogromnym powodzeniem.

Ja, ze swojej strony, zapraszam Was serdecznie do Osteria Le Botti. Jeśli chcecie skosztować dobrej, solidnej włoskiej kuchni, podanej w prosty, aczkolwiek smaczny sposób oraz poczuć włoski, serdeczny i ciepły klimat, nie możecie tu nie wstąpić. My już zacieramy ręce na kolejną wizytę gdzie chcemy skosztować pizzę oraz innych lokalne przystawki oraz desery.

Na liczniku wybiła mi już “trójka” z przodu, ale energii i zapału mam jak niejedna ‘osiemnastka’ ;). Jestem miłośniczką sportów siłowych, dobrej kuchni (od paru miesięcy gotuję i jem wegetariańsko) oraz języka włoskiego. Kocham czytać (kryminały), robić zdjęcia (oczywiście jedzenia) oraz pisać (Gdziezjescnaslasku oraz dla bloga magazynu online V-mag - zapraszam!)
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *