Seven Hotel – Bytom

Mam wrażenie, że o restauracjach hotelowych często mówi się źle – w wielu przypadkach (sprawdzone osobiście) menu jest nijakie, wystrój średni – iście hotelowy, ceny wysokie a obsługa mało profesjonalna i przyuczona jedynie do podawania talerzy bez typowo kelnerskiego wdzięku opowiadania o potrawie oraz znajomości produktu.

1 grudnia 2018 w Bytomiu otworzył się nowy, 4-ro gwiazdkowy hotel – Seven Hotel (ul. Feliksa Musialika 7), który przy okazji posiada swoją restaurację (otwartą dla gości z zewnątrz) będącą połączeniem kuchni typowo śląskiej/polskiej, ale w nowoczesnym wydaniu. Postanowiliśmy przełamać nasze lekkie opory i wybrać się na degustację dań z karty.

Jakie wrażenia wynieśliśmy po wizycie w restauracji Seven Hotel? Sprawdźcie poniżej.

Seven Hotel – menu i ceny

Hotel mieści się praktycznie w centrum Bytomia, restauracja posiada własne, osobne wejście, które akurat przy naszej wizycie było zamknięte, więc musieliśmy przejść przez recepcję hotelową. Od samego wejścia uderzył nas brak gości i dość surowy, aczkolwiek estetyczny wygląd. Sama restauracja nie jest duża – zaledwie kilka(naście) stolików. Czuć oko do szczegółów, ale mimo wszystko ciężko pozbyć się wrażenia typowo hotelowego klimatu.

Już przy wejściu powitała nas uśmiechnięta i uprzejma obsługa, która zaprowadziła nas do zarezerwowanego stolika. Wraz z moją osobą towarzyszącą ustaliliśmy, że podczas tej wizyty każdy z nas spróbuje innego rodzaju potraw- ja skupię się na opcjach wegańskich a partner na typowo mięsnych, śląskich daniach.

Na początek zamówiliśmy napoje – ja, wyborne, czerwone wino Burbero Venea D’arbuzzo (150 ml, 14 zł) a partner piwo bezalkoholowe (Lech Free, 0,33 ml 8 zł). Wszystko zostało nam zaserwowane przez obsługę kelnerską w białych rękawiczkach wraz z adekwatną do owych napitków otoczką (duży plus!).

Jako amuse bouche otrzymaliśmy 3 kromeczki własnoręcznie wypiekanego przez kucharzy chleba z 3 różnymi ‘smarowidłami’ – domowym smalcem, pastą guacamole z czosnkiem oraz pastą na bazie twarogu. Wszystko to podane w estetyczny, miły dla oka sposób. Smakowało równie dobrze– proste, niewyszukane składy, a smak naprawdę wyborny (chleb wręcz obłędny!). Zapowiadało się naprawdę ciekawie .

Na przystawkę mój partner wybrał sobie tradycyjnego siekanego tatara wołowego (28 zł), który, z ręką na sercu, był jednym z najlepszych jakie mieliśmy okazję spróbować – mięso bardzo dobrej jakości, świeże, idealnie posiekane oraz podane w nowoczesny sposób – jak się potem okazało, wszystkie zaserwowane tego wieczoru dania mogły spokojnie zostać oznaczone hasztagiem ‘instafriendly’ czy ‘foodporn’ ;-).

Moja przystawka składała się z carpaccio  z cieniutko pokrojonej gruszki w towarzystwie kandyzowanych orzechów włoskich oraz rukoli i szpinaku (22 zł) – danie proste, smak obłędny – zwłaszcza słodkawe, kandyzowane orzechy jak i wyraziste pesto nadawały mu specyficznego posmaku. Dla wielbicieli tego rodzaju przystawek pozycja obowiązkowa.

Po przystawkach przyszła pora na zupy. Towarzysz wybrał mocno pikantny krem ziemniaczany z chipsem z boczku ( 17 zł), a ja moją ulubioną zupę krem z dyni (18 zł). Obie pozycje, jak nietrudno się domyślić obłędnie dobre i obłędnie kremowe. Największym zaskoczeniem dla nas obojga był jednak wspominany czips z boczku. Dlaczego? Nie zdradzimy, zamówcie i zaskoczcie swoje kubki smakowe .

Zupa ziemniaczana

Krem z dyni

Wybór dania głównego mojego partnera nie był dla mnie zaskoczeniem – zamówił on tradycyjną, śląską roladę wołową z kluskami i modrą kapustą (49 zł) – bardzo dobre, mięciutkie mięso, idealne kluski oraz bardzo dobra kapusta – ciężko tutaj się zachwycać, ale, z drugiej strony, w swoim życiu spróbowaliśmy już tylu źle rozklepanych i oszukanych rolad jak i rozgotowanych kluch, że to danie w naszym rankingu zajmuje zaszczytne drugie miejsce (zaraz po roladach naszych babć oczywiście ). Cena dość wysoka, ale za to porcja solidna.

Moim głównym, wegańskim daniem były gołąbki (2 szt.) z komosą ryżową, oblane sosem z boczniaków oraz serwowane w towarzystwie sałatki sezonowej (45 zł). Potrawa idealnie wpasowałaby się w moje gusta, gdyby nie fakt, że kapusta na gołąbki była niedogotowana tym samym twarda – musiałam użyć dużo siły by odkroić sobie kawałeczki. Zwróciłam na to uwagę obsłudze co zostało natychmiast przekazane do kuchni. Mimo wszystko wybaczam to małe potknięcie- podobno byłam pierwszą osobą, która zamówiła to danie ;-). Mam jednak nieodparte wrażenie, że kiedy Wy wybierzecie sobie to danie, ta wpadka już się nie powtórzy.

Jako, że kolacja była nadzwyczaj obfita wzięliśmy tylko jeden deser na dwie osoby– mimo wszystko został on nam podzielony na pół i podany na dwóch osobnych talerzach (płytach) a była to tradycyjna śląska (tu- cytrynowa) szpajza (18 zł), która została zaserwowana z egzotycznymi owocami takimi jak smoczy owoc czy karambola i granat :-). Deser zdecydowanie dla wielbicieli kwaśno-słodkich smaków – ja byłam oczarowana, partner niekoniecznie (woli typowe ‘słodkie słodycze’).

Seven Hotel – czy warto?

Oj tak, warto. Jeśli jesteście wielbicielami polskiej kuchni, ale z nutką egzotycznego ‘twistu’ to jak najbardziej. Ceny nie należą do najniższych, ale porcje są dość solidne i nawet największy łakomczuch powinien być zadowolony. Dania podane w sposób estetyczny, niezwykle przyjemny dla oka. Na plus również bardzo profesjonalna oraz troskliwa obsługa. Mały minus za brak intymności, restauracja, mimo schludnego i przemyślanego designu ciągle przypomina tą typowo hotelową. Dla mnie nie jest to oczywiście problem – wszystko zależy od okazji. My wpadniemy ponownie na 100% i dziękujemy za tak miłe (i smaczne) spotkanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *