Stek Chałupa Zakopane

Jako, że obecna pogoda sprzyja wypadom za miasto, pewnego czerwcowego weekendu postanowiłam i ja wybrać się trochę dalej – bo aż do Zakopanego.

Po dłuższym spacerze zatłoczonymi Krupówkami, wjazdem na Gubałówkę oraz licznymi selfie pod Wielką Krokwią zgłodniałam, zwłaszcza, że zapachy smażonego sera, grillowanych kiełbas oraz krupnioków towarzyszyły mi praktycznie cały czas drażniąc do obłędu moje podniebienie.

Przed wyjazdem zasięgnęłam opinii znajomych, często bywających w tych regionach, pytając o radę dotyczącą polecenia mi w miarę niedrogiej i dobrej knajpki w okolicach Zakopanego, gdzie będę mogła oddać się weekendowemu obżarstwu nie wpychając w siebie przy okazji tony starego tłuszczu i stęchłych surówek z wiaderka (parokrotnie miałam pecha i  niestety trafiłam na takie właśnie zakopiańskie przybytki). Znajomi polecili Stek Chałupę, zlokalizowaną na samych Krupówkach (nr 33) – no lepiej nie mogło być.

Zatem spróbujmy…

Stek Chałupa – menu i ceny

Lokal już od wejścia straszy…brakiem wolnych miejsc – przeładowany jest do granic możliwości – czy świadczy to o tym, że jedzenie w tej zakopiańskiej ’chałupie’ jest tak pyszne?

Cudem wypatrzyłam jedne jedyne miejsce do siedzenia dla 4 osób (tyle nas konkretnie było) na zewnątrz lokalu. Obsługa dość niemrawie podeszła do nas podając kartę. Po krótkim jej  przestudiowaniu zdecydowaliśmy się na (cytuję): ‘Borsc cyrwony z pierożkami jagniencymi’ (16 zł), ‘szaszłyk jagnięcy z opiekanymi ziemniaczkami i bryndzą’ (31 zł), ‘filet z koguta z oscypkiem i sosym piecorkowym’ plus zestaw surówek (23 zł + 7 zł) oraz ‘michę kiełbos’ (zawierającą zwykłą kiełbasę, kiełbaskę jagnięcą, boczek, ogórek oraz pieczywo: 23 zł). Po około 15 minutach zamówienia wjechały na stół.

Barszczu próbowaliśmy wszyscy (jedząc z jednej michy, jedną, wspólną łyżką – a jak!). Był on mocno…nijaki -niedoprawiony, wodnisty – Magda Gessler z pewnością wyplułaby w serwetkę 😉. My jednak wspólnie jakoś dochliptalismy do końca będąc skrajnie wygłodzonymi. Zupę ratowały jedynie pierożki – dobre, kruchutkie i z hojnym nadzieniem. Drugi raz nie zamówilibyśmy jednak tego dania.

Szaszłyk jagnięcy był naprawdę w porządku- co prawda ja osobiście nie jestem smakoszem tego rodzaju mięsa, ale przez wszystkich został oceniony na mocno poprawny. Jedna uwaga: jeśli jesteście naprawdę bardzo głodni raczej nie najecie się nim – prędzej ‘połechtacie podniebienie’. Na plus tutaj przepyszny, ręcznie robiony sos czosnkowy oraz sos serowy (bryndza zmieszana ze śmietaną i ziołami – można by jeść łyżką!)

Micha kiełbas jak to micha kiełbas – zawsze i wszędzie powinna okazać się dobra- tak było i w tym przypadku- solidne kawały mięsiwa, dobrze zgrillowany boczek oraz pieczywo, które co prawda pierwszej świeżości nie było, ale dało się spokojnie ( i nawet ze smakiem) skonsumować. Zdecydowanie polecam na większego ‘głoda’.

Filet z koguta okazał się na szczęście filetem z kurczaka (uff), całkiem dobrze zgrillowanym, mięciutkim, jednak tak zalanym byle jakim sosem pieczarkowym (oj pachnie mi tu mocno sosem z proszku) z plamami sera (i tu również bardzo przepraszam, ale oscypka zbytnio nie wyczułam- czyży był to ser ‘oscypkopodobny’?), że nie można niestety tego dania kompletnie oznaczyć hasztagiem #instrafriendly czy też #foodporn. Mimo to, po wyłowieniu go z gęstwiny sztucznie zagęszczonego sosu, mięsko smakowało całkiem wybornie, a surówki, własnoręcznie przygotowywane przez restaurację (pytałam) były tak świeże i dobre, że żałowałam, że nie domówiłam podwójnej porcji.

Stek Chałupa – czy warto?

Podsumowując: Stek Chałupa na pewno wyróżnia się spośród licznych knajp w centrum Zakopanego, cechują ją w miarę niskie ceny (średnio 23-36 zł) oraz (w miarę) dobre jedzenie. Co można stwierdzić na pewno: jest swojsko i domowo. Nie liczcie tutaj oczywiście na potrawy w stylu ‘fusion’ – sałaty z kalmarami obtoczonymi w hummusie z dodatkiem owocu granatu nie dostaniecie, ale zastanie Was tutaj na pewno kawał solidnej, zakopiańskiej i mięsnej kuchni, lekko ociekającej tłuszczykiem, ale jest to naprawdę dobrej jakości, smaczny tłuszczyk. Dodam, że co wieczór do jadła i popitku gra nam prawdziwie góralska kapela.  To co skusicie się? Ja na pewno.

Na liczniku wybiła mi już “trójka” z przodu, ale energii i zapału mam jak niejedna ‘osiemnastka’ ;). Jestem miłośniczką sportów siłowych, dobrej kuchni (od paru miesięcy gotuję i jem wegetariańsko) oraz języka włoskiego. Kocham czytać (kryminały), robić zdjęcia (oczywiście jedzenia) oraz pisać (Gdziezjescnaslasku oraz dla bloga magazynu online V-mag - zapraszam!)
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *