The Cool Cat – Warszawa

Mój wypad do Warszawy był dość spontaniczną decyzją, ale, mimo wszystko, był również mocno nastawiony na sferę kulinarną. Podczas ponad dwugodzinnej podróży miałam sporo czasu, by prześledzić rankingi najlepszych warszawskich restauracji. Kilkukrotnie przewinęła mi się interesująca, aczkolwiek poniekąd znana mi już ze słyszenia nazwa The Cool Cat. O knajpie tej parokrotnie, w samych superlatywach wypowiadał się Maciej Blatkiewicz (‚Maciej je’)– istny guru Youtubowy, zajmujący się testami restauracji i nie tylko, a którego smaki bardzo mi odpowiadają.

Do The Cool Cat wpadłam, chcąc sprawdzić jej ofertę lunchową, brzmiącą niezwykle oryginalnie. Jak było? Zapraszam do recenzji.

The Cool Cat – menu i ceny

The Cool Cat zdecydowanie czerpie z kuchni azjatyckiej – można spotkać tutaj dużo kimchi, wasabi, imbiru, glonów etc., lecz wszystko to jest serwowane w nowoczesnej, lekko street-foodowej odsłonie (typu bułeczki bao). Ceny, jak na Warszawę nie należą do najwyższych, według mnie są mocno porównywalne z cenami katowickimi: za danie główne zapłacimy od 27-32 zł, wspominane bułeczki bao to wydatek od 17-32 zł (z owocami morza) a za deser pozostawimy od 15-18 zł. Dodatkowo od poniedziałku do piątku, w godzinach 12.00-16.00 serwowany jest lunch w cenie 25 zł (zupa + jedno z dwóch dań do wyboru, przeważnie z opcją wege i mięsną + deser).

W dniu mojej wizyty w The Cool Cat, zarówno mnie, jak i osobie towarzyszącej dane było spróbować chłodniku z ogórków gruntowych, szpinaku i zielonej cukinii (tylko w wersji wegańskiej). Nie jestem fanką chłodników, nigdy nie byłam w stanie przełknąć więcej niż kilku łyżek, ale mimo wszystko uważam, że była to bardzo udana kompozycja–fani ogórków byliby zachwyceni, jednak smak tego warzywa zdominował wszystko (nie wyczułam niestety cukinii i szpinaku). Uważam, że jest to zupa idealna na lato i gorącą porę, ale tylko dla miłośników ogórka.

Głównym daniem (w moim przypadku) była pieczona dynia Hokkaido z pure wasabi-ziemniaczanym,sałatami (mizuną i radicchio) oraz śliwkami w occie, a mój towarzysz wybrał drugą opcję, czyli pieczone pałki z kurczaka również z pure wasabi-ziemniaczanym oraz śliwkami w occie i sałatami jak powyżej.

Obie były strzałem w dziesiątkę: dynia dobrze upieczona, sałaty chrupiące (choć jak na mój gust powinno być ich zdecydowanie więcej – doliczyłam się paru listków), śliwki w occie, choć początkowo wydawały się dziwnym pomysłem, idealnie wpisywały się w kompozycję obu dań- nie za kwaśne, nie za słodkie- po prostu inne- gdy będziecie mieli okazję, radzę skosztować. Mój towarzysz chwalił również pałki z kurczaka, choć również nie jest ich wielkim fanem – były one podane w delikatnie ostrej glazurze, nadając daniu pikantności. Największym zaskoczeniem jednak było pure ziemniaczane – z ręką na sercu – nigdy nie jadłam tak dobrze i ciekawie przyrządzonych ziemniaków, których fanką nie jestem i wybieram w ostateczności. Mocno wyczuwalne było tutaj wasabi, aczkolwiek nie na tyle, by poraziło swoją ostrością– proporcje smaków zachowane idealnie! Wyjadłam do ostatniego okruszka .

Na deser dostaliśmy jeszcze po małym kawałku ciasta czekoladowego z polewą a’la Nutella. Tutaj nic nie zdziwiło- ciasto było typowym piernikiem, ale stanowiło miłe zakończenie lunchu.

Całość posiłków nie była gigantyczna jeśli chodzi o porcje, ale w końcu jest to ‘tylko’ lunch- coś pomiędzy drugim śniadaniem a obiadem – ale spokojnie, na kilka godzin Wasz żołądek będzie usatysfakcjonowany . Nie wypowiem się niestety na temat dań z karty głównej, ale z moich dyskretnych obserwacji pozostałych klientów lokalu, porcje są rozsądne.

The Cool Cat- czy warto?

Potwierdzam – warto! Lokal posiada obecnie 2 lokalizacje w Warszawie (ja byłam na ulicy Solec 38). Co prawda design miejsca do mnie akurat nie przemawia (mocno postindustrialny i surowy- czujecie się trochę jak na poczekalni w dworcu), za to kuchnia tylko zaostrzyła mój apetyt na więcej. Mam ogromną ochotę wrócić i spróbować czegoś ze stałej karty (co na pewno uczynię).

Miejscówka ta jest również znana z tego, że często można tutaj spotkać przeróżne osobistości ze świata polskiego ‘szołbiznesu’ czy Youtuba – podczas mojej wizyty miałam okazję spotkać Pana Marka Sierockiego .

Słyszałam również, że w weekendy lokal serwuje przepyszne (i ogromne) śniadania inspirowane różnymi zakątkami świata w cenie 30 zł, mocno żałowałam, że nie zawitałam do The Cool Cat w weekend, ale chyba nic straconego- zawsze jest powód by powrócić do Stolicy 🙂 .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *