Well Done Dąbrowa Górnicza

O tej restauracji słyszałam już od dawna i opinie o niej krążyły skrajne – jedni polecali, inni zdecydowanie odradzali (że niby tłusto i mało smacznie). Jako, że i tak miałam zamiar wybrać się na kolację festiwalową podczas tegorocznej edycji Restaurant Week, wykorzystałam okazję i zamówiłam stolik właśnie w Well Done i przekonać się na własnych kubkach smakowych.
Jak było?

Wraz z osobą towarzyszącą zgodnie podzieliliśmy się potrawami z menu (do wyboru podczas tego wydarzenia są zawsze dwa w cenie 49 zł/os.) i wspólnie przetestowaliśmy aż 6 dań (2x przystawka, danie główne oraz deser). Ale pozwólcie, że zacznę od samego początku.

Lokal, w pierwszym odruchu, nie sprawia przyjemnego wrażenia, owszem jest przytulnie, ale widać tutaj wiele niedociągnięć jak np. brak kasetonów na suficie, smętnie zwisające kable z telewizora, którego nie ma etc. Na ścianach wisi pełno obrazków nawiązujących do klimatu USA, ale wszystko jest poprzypinane bez większego ‘pomyślunku’ i idei. Wyczuwam tutaj mocną (ale trochę nieudolną) inspirację sieciówką Jeffs. Mimo tych kilku słów krytyki lokal jest czysty a obsługa miła i sprawna -tutaj nie mam nic do zarzucenia.
Ale do brzegu! W końcu przyszliśmy tutaj na degustację menu i na tym się skupmy.

Zaczynając od przystawek:
Sandwich Monte Christo (smażona w jaju kanapka z wieprzowiną i indykiem oraz dwoma rodzajami sera, podawana z dżemem malinowym oraz obsypana… cukrem pudrem) – porcja solidna (jak się zresztą okaże wszystkie porcje tutaj będą ogromne). Jak dla mnie kanapka trochę zbyt przesiąknięta wysmażoną panierką z jaja, ale towarzysz mocno sobie chwalił i nie miał zastrzeżeń. Bardzo ciekawe połączenie czegoś, co w domyśle nie powinno się udać (danie w pół wytrawne a w pół słodkie).
Nasza ocena: 4/5


Drugą przystawką była zupa-krem z czarnej fasoli z jajkiem poche, chilli i kolendrą – zdecydowanie moje smaki- zupa gęsta i treściwa, mimo że nie nazwałabym jej ‘#instafriendly’ bazując tylko na jej kolorze . Doczepić się mogę tutaj jedynie do jaja, które było odrobinę zbyt mocno ścięte, ale mimo wszystko danie dało radę i obroniło się dobrym wyczuciem smaku!
Ocena 4/5


Po kilkunastu minutach na nasz stolik wjechało danie główne czyli ogromna porcja duszonego a następnie grillowanego żeberka w sosie sweet chili w towarzystwie fioletowych ziemniaków i mini kukurydzy. Osoba towarzysząca, po skończeniu swojej porcji i wylizaniu talerza prawie do czysta stwierdziła, że były to najlepsze żeberka jakie w życiu jadła, bijące na głowę nawet te serwowane w lokalu wymienionym przeze mnie na wstępie (a te są naprawdę są genialne). Spróbowałam i zgadzam się w 100%!
Ocena 5/5


Moim daniem głównym był morszczuk australijski podany na puree z batata i polany sosem z piwa imbirowego i szpinaku. Nie ukrywam, że miałam mocne obawy co do tej potrawy, gdyż nie przepadam za rybami (z ryb preferuję tylko fileta ;-), a to i tak takiego w tak grubej panierce że ryby praktycznie nie czuć). I wiecie co? To danie było fantastyczne! Ryba upieczona i doprawiona idealnie – była niezwykle delikatna i chrupiąca, a puree z batatów ze wspomnianym sosem stanowiło idealne wykończenie – nie można było chyba dobrać lepiej połączeń smakowych. Niestety, z tego co widziałam, dania nie ma na co dzień w menu restauracji, także wnioskuję rękami i nogami o wprowadzenie go na stałe!
Ocena 5/5


Desery okazały się niestety najsłabszym punktem całej kolacji.
Zaserwowana nam Beza Pavlova z bitą śmietaną i karmelizowanymi orzechami pekan, była kopą lekko już rozmiękłej bezy zatopionej w ogromnej ilości śmietany (nawet sos z waniliowym alkoholem jej nie uratował). Po tak obfitych posiłkach ciastko to było po prostu zbyt ciężkie i, odnoszę wrażenie, nie pasujące do całości menu. Niestety, nie zjedliśmy nawet połowy.
Ocena 2/5


Drugi deser prezentował się już znacznie lepiej: było to klasyczne ciasto marchewkowe z powidłami z dyni i śliwek oraz polewą z serka Philadelphia. Pewnie gdybym przyszła tutaj tylko na to oraz na kawę, byłoby pysznie, ale po całym festiwalowym obżarstwie ciężko mi już było delektować się amerykańskim klasykiem. Deser był także z gatunku tych ‘standardowych’ i nie zakakiwał niczym specjalnym, aczkolwiek był dobry.
Ocena 3+/5

Well Done- czy warto?

Wizytę w Well Done uważam za niezwykle udaną, aczkolwiek lokal jest raczej z gatunku tych, oferujących typową amerykańską kuchnię w polskim wyobrażeniu (standardowe burgery, żeberka, frytki, sandwiche). Mimo wszystko mocno zachęcił mnie do tego by, będąc w okolicach, wstąpić i skosztować czegoś ze stałej karty menu zwłaszcza, że ceny wyglądały dość przystępnie. A zatem do zobaczenia pewnego razu w Well Done!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *